121 Boston Marathon - droga do mety

121. Boston Maraton – część 1

No dobrze, to jedziemy z koksem … 121. Boston Maraton moimi oczami. Aby nie było przydługie, podzieliłem moją relację na dwie części.

Podróż i takie tam

Mógłbym napisać, że wszystko zaczęło się w czwartek, kiedy startował mój samolot, ale tak naprawdę cała logistyka zaczęła się dużo wcześniej. Ponieważ był to mój pierwszy bieg zagraniczny, chciałem się naprawdę dobrze przygotować. Najwięcej wątpliwości wzbudzała u mnie kwestia odżywiania tam na miejscu. Wiadomo, że żołądek biegacza jest mega delikatny 🙂 więc chodziło o zminimalizowanie wszelkiego ryzyka związanego z niesprawdzonym jedzeniem. Na miejscu miałem zaplanowany nocleg u swoich amerykańskich znajomych, ale to akurat niczego nie gwarantowało. Dlatego, gdy w czwartek wysiadłem na Okęciu, to moja walizka była załadowana powyżej dopuszczalnego limitu. Mimo że wyjazd miał potrwać tylko kilka dni, to zabierałem ze sobą: dwa rodzaje pieczywa, dwa ciasta, miód, dżemy, paluszki, krakersy, Nutellę + kilka innych sprawdzonych rzeczy do podjadania. Wybór wcale nie był prosty, bo Amerykanie są mega restrykcyjni na temat wwożenia jedzenia do Stanów. Nad wszystkim czuwał jeszcze Łukasz, który podpowiedział wiele ciekawych wskazówek ze swojego doświadczenia – na przykład, na pokład samolotu spokojnie można wnieść własny gotowy posiłek :).

121 Boston Marathon - z Plan Lake Biwa w podróży
121 Boston Marathon – z Plan Lake Biwa w podróży

Sam lot przebiegł bez większych niespodzianek, do Londynu w towarzystwie Sebastiana (Plan Lake Biwa), później do Stanów też całkiem sprawnie. Trochę przydługa odprawa i ponownie widzę się z Sebastianem na Boston Logan :).

Na miejscu

W piątek jest kilka spraw do załatwienia, ale dzień zaczynam od rozruchu w pobliskim parku.

121 Boston Marathon - rozruch na stadionie
121 Boston Marathon – rozruch na stadionie

Następnie wybieram się odebrać swój numer startowy. Biuro zawodów znajduje się w John B. Hynes Veterans Memorial Convention Center. Wszystko jest naprawdę sprawnie zorganizowane, kolejka wydaje się bardzo duża, ale rozładowana jest bardzo szybko. Pakiet, następnie koszulka.

121 Boston Marathon - numer startowy
121 Boston Marathon – numer startowy

Koło południa mam zaplanowany lunch w firmie gdzie pracuję, więc Expo zostawiam sobie na później. Szybki zakup kurtki (to obowiązek każdego maratończyka ;)) i wskakuję do samochodu, aby zdążyć na umówione spotkanie. Wszędzie poruszam się w niebieskiej kurtce i co chwila ktoś mnie zaczepia i życzy powodzenia – super sprawa :). Po 4h odstawiam samochód i znowu metrem jadę na Expo gdzie umówiony jestem z Sebastianem.
Teraz bardziej na spokojnie zwiedzamy targi. Ogrom może przerazić, można kupić naprawdę wszystko, popróbować, zjeść i napić się wszystkiego, czego dusza zapragnie. Są też wszelkie nowinki z zakresu masażu, czy regeneracji. Oprócz tego na targach zorganizowane są sesje ze znanymi osobistościami ze świata maratonu. Można tu spędzić cały dzień …

121 Boston Marathon - na targach
121 Boston Marathon – na targach

Sobota, kolejny dzień zaczynamy od udziału w biegu na 5 kilometrów. Oczywiście całą trasę pokonujemy bardzo spokojnym tempem, bo ściganie przez maratonem nie ma sensu. Wspólne zdjęcia przed, w trakcie i po biegu.

121 Boston Marathon - przed biegiem 5k
121 Boston Marathon – przed biegiem 5k
121 Boston Marathon - bieg 5k
121 Boston Marathon – bieg 5k
121 Boston Marathon - 5k - po biegu
121 Boston Marathon – 5k – po biegu

Później znowu lądujemy na targach na drobne zakupy. Michał, który dołączył do nas po pobycie w NY, w tym czasie odbiera swój pakiet startowy.
Coraz częściej rozmawiamy o tym, co będzie działo się w poniedziałek. Niestety prognoza pogody z każdym dniem robi się coraz mniej korzystna. Jest coraz cieplej, na niedzielę zaplanowane jest aż 28 stopni, a w dniu maratonu na pewno ma być powyżej 20 stopni. Od Organizatorów nawet otrzymuję maila ze wskazówkami jak najlepiej zminimalizować wpływ niekorzystnych warunków pogodowych. Trochę mnie to martwi. Biorąc pod uwagę ostatnie sprawdziany, jestem gdzieś na pograniczu 2:40h w maratonie. Mógłbym powalczyć o taki wynik przy sprzyjającej pogodzie … ale gdy jest gorąco to niestety zawsze mnie to kosztuje bardzo wiele. Od Łukasza dostaję wytyczne co do biegu i diety dzień przed – słone rzeczy jako przekąski. Warunki mają być trudne, ale takie same dla wszystkich maratończyków. Trzeba się przyszykować na walkę i dać z siebie wszystko. Profil trasy jest trudny w szczególności w drugiej części biegu, więc decydujemy wykorzystać szybkie 10 kilometrów na początku, ale wciąż rozsądnie, bo to przecież maraton :).

Czekam na rozwój wypadków, a w niedzielę wieczorem udaję się na Pasta Party do City Hall Plaza. Niestety kolejka przed budynkiem jest ogromna, trochę próbuję postać w kolejce, ale tempo jest słabe. Ostatecznie oszczędzam swoje nogi i odpuszczam. Przez ostatnie trzy dni udaje mi się dobrze odżywiać, jem sporo węgli, nie wydaje mi się, aby pasta była w tej sytuacji koniecznością. Wieczorem przed startem wskakuję na wagę, mam niespełna 74kg – nie przypominam sobie, abym do jakiegoś startu osiągnął taki wynik.

Przed maratonem

Poniedziałek zaczynam bardzo wcześnie, ale nie ma problemu, aby wstać o 4:40. Tylko przekąska, bo śniadanie chcę zjeść dokładnie na 3h przed startem, czyli punkt 7:00. Już tak wcześnie jest 18 stopni. Spakowany w specjalną przezroczystą torbę ruszam do metra. Szczęśliwie na kolejnej stacji do tego samego wagonu wsiada Michał, więc dalej trzymamy się już razem. Od razu ruszamy do depozytu, zostajemy tylko z torebkami ze śniadaniem oraz na sobie mamy ciuchy, które zostaną porzucone w miasteczku biegaczy. Następny kierunek to autobusy szkolne, które zabierają nas na linię startu w Hopkinton. Cała podróż trochę nam zajmuje, także śniadanie akurat przypada na czas podróży. Samo miasteczko jest super zorganizowane – specjalne namioty, toalety, woda, izotonik, kawa, owoce, żele energetyczne, pieczywo … wszystko w ogromnych ilościach dostępne dla każdego. O 9:05 jest pierwszy ‘call’ dla mojej grupy biegaczy – czyli wave 1, coral 1. Droga od miasteczka na linię startu to dobre kilka minut marszu. Wykorzystuję ten czas na rozgrzewkę. Corali jest chyba aż 10, ale każdy jest sprawnie kierowany do swojej strefy. Tym sposobem jestem kilka metrów od linii startowej, do wystrzału zostaje kilkanaście minut. W oczekiwaniu na start siadamy na asfalcie, nad głową unoszą się helikoptery, drony, trwają przemówienia. Za chwilę specjalnym przejściem przechodzi czołówka biegu, hymn Stanów Zjednoczonych i jeszcze dwa F-16 przelatują nad naszymi głowami. Dopiero teraz znajduję Sebastiana w tłumie … została równo minuta do startu …

k.

Site Footer

Sliding Sidebar

O blogu

O blogu

Blog poświęcony bieganiu, gdzie znajdziesz informacje na temat moich treningów, zawodów w których brałem udział oraz całą relację z moich przygotowań i udziału w World Marathon Majors. Serdecznie zapraszam :)