Bieg Chomiczówki - medal

Bieg Chomiczówki 2018

Czas biegnie nieubłaganie i już ruszył nowy sezon biegowy, a jeżeli tak to standardowo zaczynamy od Biegu Chomiczówki. To już XXXV edycja tego biegu. Zapraszam do lektury.

Co tam słychać w 2017 … ?

Wracam z dalekiej podróży. Po udanym maratonie w Berlinie zeszło ze mnie powietrze. W planach był jeszcze Bieg Niepodległości w listopadzie … niby trening szedł całkiem dobrze, ale im bliżej startu tym trudniej było o mobilizację. Celem było połamanie 35 min, ale kiedy pierwsze dwa kilometry pobiegłem odpowiednio 3:34 i 3:37 min/km, moja głowa raptownie się zbuntowała. Wiedziałem, że nie mam szans biec poniżej 3:30 min/km i totalnie odpuściłem. Doczłapałem do mety z czasem poniżej 37 min i oddałem się w błogi stan roztrenowania :).

Przygotowania do sezonu 2018

Roztrenowaniu towarzyszyło całkowite rozblogowanie, właściwie nie istaniałem, bo nic nie publikowałem w sieci. Dość szybko porzuciłem wagę startową, czyli moje 74-75kg, zyskując prawie +5kg. W grudniu wróciłem do treningu, ale na bardzo spokojnym wprowadzeniu, wszystko pod czujnym okiem Marcina. Start w Biegu Chomiczówki zaplanowaliśmy dość dawno, ale gdy przyszedł moment zapisu, trochę zwątpiłem, czy warto … „może zaczniemy sezon dopiero na połówce w Warszawie”, mówiłem do Marcina. Trener od razu rzucił argument, z którym nie da się dyskutować: „nawet na najgorszym biegu zmęczysz się dużo bardziej niż na najlepszym treningu, biegniemy !”. Dodatkowo tydzień przed startem, Marcin dorzucił jeszcze jedno zadanie na ten dzień: „Średnie tętno z tego biegu ma być 160 uderzeń, niech głowa popracuje przez cały dystans”.

2018 … no to lecimy

W połowie stycznia zawitała prawdziwa zima, więc tradycji stało się zadość. Chomiczówka zawsze będzie mi się kojarzyła ze śniegową scenerią. W samym biegu nie nastawiałem się na nic, no może tylko poza tymi 160 uderzeniami ;).
Jesień-zima to zawsze okres gdzie Maluchy przynoszą do domu sporo wirusów i zarazków. Ledwo po świętach wyszliśmy z jakiegoś antybiotyku, to teraz po piątkowym żłobku Filipowi pojawił się katar. O nie, tylko nie przed startem … pomyślałem, ale było już za późno. Noc z piątku na sobotę jeszcze jakoś zleciała, ale w ciągu następnego dnia było wiadomo, że Mały się pochorował i znowu będzie się trzeba zmierzyć z rodzicielskimi trudnościami. Padłem spać dość wcześnie, ale po 3h byłem już z Filipem na rękach, przenieśliśmy się z sypialni na kanapę do dużego pokoju, gdzie usnęliśmy po wielu trudnościach chyba o 2:30 … po to aby o 5:00 być już z powrotem na nogach :). Takie tam tatusiowe przygody … Lubię sobie czasami poczytać te wszystkie sławne biegowe blogi, że ktoś przed startem spał 10h, hehe :).
Co by nie marnować czasu, o 6:30 ruszyliśmy we dwóch do LuxMed’u. Na drogach praktycznie byłem sam, więc to był idealny moment, aby skoncentrować się na starcie. Wiecie, ta chwila skupienia, mobilizacja, nastawienie na cel i walkę ;). Idealny moment w drodze o świcie do lekarza po nieprzespanej nocy :).
Powrót do domu, śniadanie, strój i w drogę na start. Chwila rozgrzewki i pojawiłem się na linii startowej na ulicy Conrada. Tak, w tym roku na trasie zaszły zmiany, zamiast 3 pętli były tylko 2.

Bieg Chomiczówki - TTT - zdjęcie by Piotr
Bieg Chomiczówki – TTT – zdjęcie by Piotr

Szybka fotka z kolegami z TTT, a następnie strzał startera … na początku trochę przeciskania, ale dość szybko udaje mi się znaleźć swoje miejsce, rytm i tempo. Szybko wpadam w przedział 3:36-3:39 min/km.

Bieg Chomiczówki - zdjęcie by RunFoto
Bieg Chomiczówki – zdjęcie by RunFoto

Nogi lekkie, biegnie się naprawdę przyjemnie … jeszcze tylko to tętno ;), ale utrzymuje się w przedziale 161 – 163 bpm, z czym dobrze sobie radzę. Nowa trasa jest dobrze odśnieżona, wydłużenie pętli też pozwala uniknąć dublowania … może tylko te 4 agrafki, ale da się żyć. Równe tempo pozwala mi wpaść na metę z czasem 54:54, msc. 31, czyli dość duża poprawa do poprzedniego roku (dokładnie 65 sekund). Na mecie sprawdzam podsumowanie biegu i średnie tętno, a jakże równiutko 160 bpm, Trener będzie zadowolony :).

Co z tym Majorsami ?

… ano Majorsów w 2018 nie będzie ! Ta dammm ! Jest zaskoczenie ? :). Złożyło się na to kilka rzeczy, po pierwsze nie miałem szczęścia w losowaniu do Londynu. Natomiast nawet nie próbowałem zapisywać się do Chicago na jesień. Sporo dała mi do myślenia decyzja Tomka Walerowicza. Po prostu moje Maluchy są jeszcze za małe na tatusiowe wojaże, wszystko spada na barki mojej Żony … zbyt dużo trudności dla moich najbliższych. Co więcej, moje czasy w maratonie to wciąż żaden rocket science, chyba łatwiej mi będzie zbliżyć się do 2:3x:xx tutaj na lokalnym podwórku. Dlatego temat Majorsów został odłożony w czasie, na razie. Jak coś się zmieni, dam znać. W kwietniu pojawię się na OWM. Mam nadzieję, że padnie tam jakiś dobry wynik. Czas z Chomiczówki pokazuje, że ‘płynę’ w dobrym kierunku .. tzn. Kapitanem statku jest Marcin, ja co najwyżej majtek … albo co najwyżej Kapitan Majtas 😉 (kto chodzi do kina z Maluchami ten wie).

Rodzinka
wmmbk.pl w komplecie 😉

A propo Trenera, rozmawiamy po biegu: „No dobrze, widzę, że średnia z Chomiczówki faktycznie wyszła 160, ale szczerze to myślałem, że się bardziej postarasz, tak w okolicy 162-163, będziemy musieli nad tym popracować”. Także mam już zapowiedziane treningi, które mają mnie postawić do pionu w tej kwestii. Jak nie zejdę, to wszystko to opiszę. Śledźcie bloga … 😉

k.

Site Footer

Sliding Sidebar

O blogu

O blogu

Blog poświęcony bieganiu, gdzie znajdziesz informacje na temat moich treningów, zawodów w których brałem udział oraz całą relację z moich przygotowań i udziału w World Marathon Majors. Serdecznie zapraszam :)