Kwiecień 2017

Podsumowanie miesiąca – kwiecień 2017

Mimo że mamy połowę maja, ja dopiero teraz publikuję podsumowanie kwietnia 2017. Złożyło się na to kilka rzeczy, a dokładnie jakich to przeczytacie poniżej. Zapraszam do wpisu!

Wracam z dalekiej podróży i nie chodzi tutaj o dystans pomiędzy Warszawą i Bostonem, a raczej moja głowa potrzebowała odpoczynku od tego wszystkiego. Dlatego dopiero teraz zabrałem się do podsumowania poprzedniego miesiąca.

Babickie ściganie

A wszystko zaczęło się bardzo obiecująco, bo 9 kwietnia wystartowałem w 2. Dziesiątce Babickiej. Szczegółową relację możecie znaleźć tutaj, ale w dwóch zdaniach mogę napisać, że bardzo byłem zadowolony z tych zawodów. Mimo że warunki pogodowe były dość trudne, to udało się utrzymać założenia, które nakreśliliśmy sobie z Trenerem przed startem. Prawdziwą wisienką na torcie był wynik z PB oraz podium w kategorii M30. Jak tylko zrzuciłem strój startowy, to zaczęły się szczegółowe przygotowania do wyjazdu do Stanów.

2. Dziesiątka Babicka - podium
2. Dziesiątka Babicka – podium

121. Boston Maraton

Cały wyjazd to niesamowite przeżycie. Impreza, otoczka, bieg to jedno wielkie wow! Ciężko to wszystko opisać i przelać na papier, chociaż oczywiście się postarałem :). Moja relacja, podzielona na dwie części znajduje się tutaj i tutaj. Przed wyjazdem ktoś mi wspomniał, że to ‘maraton maratonów’ i rzeczywiście to bardzo dobre określenie. Jak oceniam swój bieg teraz na chłodno 3 tygodnie po imprezie ? Może nie został jakoś dramatycznie zawalony, ale pozostał niedosyt. Niby trudne warunki pogodowe i kilka innych rzeczy, którymi mógłbym się tłumaczyć … ale wiadomo, że cel był jasno nakreślony i nie został zrealizowany.

3 x 170 bpm

Pomimo tego, że maraton w Bostonie odbywał się w poniedziałek 17 kwietnia, ja we wtorek wieczorem byłem już w Warszawie. Dużo wcześniej ubłagałem Łukasza, aby pozwolił mi 23 kwietnia pobiec w biegu OSHEE 10km. Trener tłumaczył, że 6 dni plus podróż to może być za mało na regenerację. Mimo wszystko byłem uparty. Całą imprezę organizowaną przez ORLEN traktuję z ogromnym sentymentem. Pobiegłem wszystkie cztery poprzednie edycje, gdzie na każdej osiągałem nowy rekord w maratonie. Dodatkowo samo miasteczko mam blisko domu, a głos spikera słyszę leżąc na kanapie … 🙂 .. musiałem tam być. Po cichu liczyłem, że może uda się jednak pobiec dobrze, co pozwoliłoby mi trochę ‘odkuć’ się po maratonie. Całe 6 dni poświęciłem na regenerację, ale jednak nogi czuły pagórkowaty maraton w Bostonie.

Na starcie ustawiłem się z grupą na 35 minut. Po biegu w Babicach to był jedyny możliwy scenariusz. Ruszyliśmy … pierwsze dwa kilometry to oczywiście reorganizacja, przeskakiwanie, przyspieszanie … każdy szuka sobie miejsca :). Nasz Pacemaker robi dobrą robotę, biegnie równo, po każdym kilometrze wykrzykuje czas ostatniego kilometra. Biegnę z grupą, jest dobry znak, bo tempo poniżej 3:30 min/km jest trudne, ale akceptowalne przez mój organizm. Po 2 kilometrze (sic!: słownie drugim), mam wrażenie, że to może się udać … hehe!. Powtarzam sobie w głowie, że przecież jeszcze tylko osiem do końca ;). Chyba maratońskie dystanse trochę zakrzywiają czasoprzestrzeń skoro pomyślałem, że to blisko :).

Biegnie się naprawdę dobrze, obok praktycznie sami znajomi: Sebastian Dymek, Marek Wilczura, Marek Zych, Marcin Dubiel, Maciek Małecki, Maciek Jagusiak. Idealne towarzystwo na dobry bieg :). Skręcamy w lewo na Gocław i później jeszcze raz w lewo w ulicę Bora-Komorowskiego. To jest połowa trasy, za chwilę będę przebiegał koło swojego domu. Niestety jest już bardzo trudno, cierpię … pojawia się wiatr w twarz. Grupa pracuje super, jest równe tempo, ale ‚kurwa … dalej nie dam rady!’. Odpuszczam. Nie ma chyba bardziej smutnego widoku jak to, że sprzed twoich oczu oddala się twoja grupa … 5m .. 10m … w głowie jest prawdziwy pierdolnik. Człowiek ma ochotę krzyknąć, dobrze, że nie ma czym rzucać ;). Między 6, a 7 kilometrem mijam swój dom, niewiele brakuje, abym skręcił w prawo, ale mimo wszystko biegnę dalej. Tempo do końca spada do około 3:40 min/km, na metę wpadam z czasem 36:01. Mam dosyć biegania, najchętniej zaraz za metą wsiadłbym do transportera, aby zniknąć i znaleźć się w domu …

OSHEE 10 km - meta
OSHEE 10 km – mina na mecie mówi wszystko!

Wiele godzin po biegu niechętnie patrzę na platformę Garmin. Kilometry od 3 do 6 pokonuję na średnim tętnie: 169, 170, 170, 170, gdzie mój HRmax to 172. Bardzo podobne tempo biegłem w Babicach, ale tętno zdecydowanie niższe … regeneracja głupcze !! Łukasz mógłby powiedzieć ‘a nie mówiłem ?!?!’, ale wspiera mnie, znajduje plusy, etc.

OSHEE 10km - wykres tętna
OSHEE 10km – wykres tętna

Trening

Z reporterskiego obowiązku wspomnę tylko, że w kwietniu przebiegłem 280km, a 12 dni wogóle nie wychodziłem na trening.

Co dalej ? Tutaj wiadomo tylko jedno … 24 września pobiegnę maraton w Berlinie … i tyle!

k.

Site Footer

Sliding Sidebar

O blogu

O blogu

Blog poświęcony bieganiu, gdzie znajdziesz informacje na temat moich treningów, zawodów w których brałem udział oraz całą relację z moich przygotowań i udziału w World Marathon Majors. Serdecznie zapraszam :)